Archiwum 13 listopada 2004


lis 13 2004 list
Komentarze: 5
kochana mamo chciałoby się zacząć... otóż mamo...
tak bardzo chciałabym Ci powiedzieć wiele rzeczy... powierzyć wiele spraw... nie mogę... zapytasz dlaczego? właśnie dlatego, że brak mi do Ciebie zaufania... jakiejkolwiek nawet śladowej ilości... mimo to czasami próbuję... dlaczego więc nie zauważasz tego, tylko komplentnie mnie ignorujesz... wiem, że zawsze dla Ciebie byłam i będę nikim... cokolwiek zrobię... czegokolwiek nie zrobię... czy się odezwę, czy nie... dlaczego nasza rozmowa musi się opierać na tym, jak było w szkole, dlaczego nie posprzątałam pokoju... wiem... jesteśmy zupełnie różne... i co z tego... ja czytam książki, Ty wolisz TV... ja lubię poezję, ale Ty nawet o tym nie wiesz... w ogóle o mnie niewiele wiesz... Twoja wiedza na mój temat zatrzymała się mniej więcej, gdy byłam w II klasie szkoły podstawowej... Dlaczego nic Ci nie mówię? bo dobrze wiem, jaka byłaby Twoja reakcja na moje słowa... dziwne spojrzenie i rozmowa z ojcem na temat, że ktoś lub coś ma na mnie zły wpływ, więc coś z tym trzeba zrobić... właśnie... coś z tym trzeba zrobić... nie chcę słuchać, że masz do mnie pretensje o wszystko... jakbyśmy nie miały większych problemów niż to, że nie chciało mi się pozmywać naczyń... że nie zrobiłam tego, a zrobiłam tamto... wiem, że zrobiłam Ci krzywdę, ale wiesz dobrze, że nie była to moja wina... nie zrobiłam tego celowo... tak naprawdę nieświadomie... i było w tym tyle mojej winy, ile Twojej... czyli żadnej... tylko widzę, że nadal podświadomie masz do mnie o to żal... wiem, że nigdy mi tego wprost nie powiesz... i to mnie boli, bo ukrywasz to gdzieś w głęby swojego serca... a kiedyś to wypłynie z Ciebie z o wiele większą mocą... zaboli nas obie... nic więcej nie napiszę... być może kiedyś ten list do Ciebie dotrze... być może bez niego zrozumiesz, co mną kieruje i jaki mam swój własny sens... któego nie pozwolę zniszczyć... i nie pozwolę zniszczyć siebie... tego kim jestem i kim chciałabym być... moich poglądów i marzeć... dlatego niegdy nie potrafiłyśmy i nadal nie umiemy się zrozumieć... dlatego tak bardzo wycofuję się czasami wgłąb siebie... mojego świata... i bronię do niego dostępu z taką zaciekłością... nie wpuszczałam tam nikogo od ponad 2 lat... czy kiedykolwiek wpuszczę? to już temat bardziej odległy niż to, o czym piszę teraz... dlatego właśńie, mamo tak trudno jest nam obu... szkoda, że Ty nawet tego nie widziałaś...
tak bardzo chciałabym, żebyś była kimś bliskim, a nie bezsensownie oddalała się ode mnie z każdym słowem, gestem, spojrzeniem, kłótnią...

może wyda się to wszystko, cały ten tekst Tobie i Wam wszystkim bezsenswonym... może nawet macie rację... tak tak... bełkot zbuntowanej nastolatki... myślcie, co chciecie... wylewam z siebie cząstkę siebie, którą potrafię opisać słowami... dużo pozostaje we mnie, ale może to pomoże mi, Nam...




Another head hangs lowly
Child is slowly taken
And the violence caused such silence
Who are we mistakin
But you see, it's not me
It's not my family
In your head,
In your head they are fighting
With their tanks and their bombs
And their bombs and their guns
In your head,
In your head they are cryin'
In your head, in your head
Zombie, zombie, zombie
What's in your head, in your head
Zombie, zombie, zombie

Another mother's breakin'
Heart is taking over
When the violence causes silence
We must be mistaken
It's the same old theme since 1916
In your head
In your head they're still fighting
With their tanks and their bombs
And their bombs and their guns
In your head,
In your head they are dyin'
In your head, in your head
Zombie, zombie, zombie
What's in your head, in your head
Zombie, zombie, zombie

[naturalnie, że The Cranberries, Zombie]
vampiree : :